|
|
|
Edyta Sobieraj
|
|
|
|
Opowieść o rzeczach niepotrzebnych
|
|
wystawa malarstwa
|
|
|
|
– Punktem wyjścia do cyklu ... są kolaże, których wcześniej nie robiłaś. Skąd ten pomysł? To - w porównaniu
z dotychczasowymi pracami - dość nieoczekiwany zwrot.
– Przyczyna jest dość banalna. Byłam w podróży za granicą i nie miałam możliwości malowania na płótnie.
Początkowo kolaże mnie przytłoczyły bo nie lubię ograniczać się formatem. Łatwiej jest mi malować duże
płótna, przy małych się męczę. Traktowałam je jako szkice, a potem okazało się, że świetnie funkcjonują też
jako samodzielne prace. Ostatecznie zaczęły mnie coraz bardziej pociągać. Są punktem wyjścia dla obrazów.
Czasem można dostrzec ich echo, czasem już nie. To całkiem inne techniki i środki, trudno tak dosłownie przetłumaczyć
jeden język na drugi. Niełatwo jest pokazać w oleju taką płaszczyznę, jaka jest charakterystyczna
dla papieru, trudno też przełożyć kompozycję z niewielkiej kartki do skali dużego płótna.
– W Twoich obrazach intryguje niejednoznaczność. Nie widać w nich skali, namalowane przedmioty nie od
razu dają się zidentyfikować. Nie zawsze wiadomo czy to stół z małymi miseczkami czy ściana, a na jej tle
duże przedmioty. Zawsze zostawiasz jakąś tajemnicę. Co to za przedmioty?
– Najczęściej maluję przedmioty wyrzucone na śmietnik. To jest opowieść o rzeczach niepotrzebnych. Niektórych
fascynuje pejzaż, a mnie interesują śmietniki. Tym bardziej, że - pośrednio - jest to opowieść o człowieku.
Na śmietniku mieszkają przedmioty, które towarzyszyły człowiekowi, które były jego historią.
– Przynosisz je do pracowni, aby służyły Ci jako modele?
– Mam tu trochę, choć niezbyt dużo bo ostatnio zmieniłam pracownię. Robię też zdjęcia, jak np. podczas
pleneru w Grecji. Na Krecie było mnóstwo wysypisk, to dość bałaganiarski kraj. W starej, rozsypującej się ścianie
widzę dużo kolorów, przestrzeń, historię. Jakaś zardzewiała rynna, zniszczona i podziurawiona też może być
inspirująca.
– Jaki jest morał opowieści o rzeczach niepotrzebnych?
– To opowieść o samotności. Każdy malarz w jakiś sposób jest samotny.
– Czy malarz powinien być samotny?
– Myślę, że tak. W procesie twórczym tak.
– Samotność jest inspirująca?
– Tak. Dla mnie w ogóle jest warunkiem tworzenia. Zamykam się we własnym świecie, a tylko w ten sposób
mogę coś o sobie opowiedzieć. Zamknięcie to jednak nie oznacza braku otwarcia na to co jest na zewnątrz.
Ważne jest przeżywanie rzeczywistości, przełożenie jej na swój język malarski.
– Ale czy sądzisz, że osoba artysty kogoś dzisiaj interesuje? Czy sztuka współczesna ostatecznie jest rodzajem
pamiętnika i służy do opowiadania o sobie? Czy widza może zainteresować Twoja samotność?
– Każdy znajduje coś dla siebie. Moja samotność to samotność każdego. Być może w mojej opowieści ktoś
odnajduje kawałek swojego życia. W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy samotni.
– Czasem jednak malujesz człowieka, pojawia się czyjaś obecność.
– Tak, ale malując człowieka też można malować jego samotność. To nie kwestia tematu, ale formy i ujęcia.
– Wobec tego jesteś przykładem artysty romantycznego.
– To jest opowieść o melancholii, o smutku, o przemijaniu. Gdzieś tam pokazany jest czas, jakieś uchylone
drzwi, za którymi jest jakaś zagadka, nasza przyszłość. Przemijanie... Zawieszenie między bytem a niebytem w
przedmiotach, które się zjawiają a nie do końca są.
– Masz temperament w malowaniu, trudno Cię zatrzymać. Nie możesz skończyć obrazu, ciągle je
przemalowujesz.
– Malowanie to proces, trudno mi z góry założyć sobie jakieś ograniczenia. Czasem nie wiem co czeka mnie
na końcu. Ten proces musi we mnie dojrzewać powoli, nie ma sensu zmieniać się a priori, bo coś sobie z góry
założę, narzucę.
– Ale przystępując do pracy powinnaś przecież wiedzie co chcesz osiągnąć? Nie możesz iść na żywioł, czekać
co przyniesie Ci chwila.
– Obraz zmienia się w trakcie realizacji. Nie jest to wynikiem niekonsekwencji. Zmagam się z materią, z
formą i z kolorem. Mam pierwotne założenie i chcę je zrealizować, ale jest to proces, który rozwija się w
czasie. Narasta materia, buduje się światło. I pytanie: czy mam być wierna temu co sobie założyłam na
początku, czy skusić się i zaakceptować coś, co mnie zaskoczy. Ta akceptacja nie jest przypadkiem, jest
efektem świadomości. Poza tym ważny jest dla mnie sam proces malowania. Droga dojścia do obrazu.
– Więc jednak malowanie Cię cieszy?
– Czasem cieszy, a czasem boli. Właściwie częściej boli niż cieszy. Malując pokazuję to, co jest we mnie. Nie
zawsze skrywamy w sobie rzeczy przyjemne. Dla mnie tworzenie nie jest rzeczą beztroską. Im więcej ma się
świadomości, tym jest to trudniejsze. Czasem sam proces dojścia do obrazu może być budujący, niekoniecznie
efekt. Chociaż do niego się dąży. Sam proces może dać poczucie spełnienia, mimo cierpienia, które temu
towarzyszy. Malowanie to wybór, selekcja, który odbywa się przez pryzmat naszej osobowości, naszego
życia wewnętrznego. W tym wyborze określa się osobność i wyjątkowość twórcy.
– Zwykle Twoje obrazy mają ograniczoną gamę kolorów. To celowe działanie?
– Ale nawet w tej zawężonej gamie próbuje znaleźć bogactwo i wysublimowanie. Chyba na przekór otaczającej
nas pstrokatej, hałaśliwej rzeczywistości. Reklamom, kolorowym życiu i konsumpcji. To jest moja ucieczka,
wtopienie się w rzeczy pozornie nieatrakcyjne jak stara blacha, słój itd.
– W ostatnich obrazach nastąpiła zmiana. Kolaż, w którym niektóre kolory to cytaty z innej rzeczywistości
otworzył Ci też drzwi na kolory, np. czerwień.
– Być może, ale to, co je wszystkie łączy to światło, światło pośród przedmiotów i we wnętrzu. To ono
konstruuje płótno dematerializując przedmioty i poniekąd całą przestrzeń. Ono jest dla mnie najważniejsze.
Światło to źródło nadziei, życia. Światło daje wyrzuconym na śmietnik przedmiotom szansę na nowe życie,
wydobywa je z beznadziei i porzucenia. To jest opowieść o rupieciach, ale przede wszystkim o przemianie,
stawaniu się. To opowieść o czasie.
– Te rupiecie pokazują czas przeszły?
– Tak. W przedmiotach, które gdzieś znajdujemy jest zaklęty czas, jakaś historia człowieka.
– Czy artysta współczesny powinien uciekać do czasu przeszłego? A co ze współczesnością?
– Artysta współczesny powinien mieć świadomość przeszłości. Nie możemy żyć w oderwaniu od czasu
przeszłego. To, jacy jesteśmy jest skutkiem przeszłości. Przez pryzmat przeszłości patrzymy na teraźniejszość.
Negacja czy odrzucenie jest również odniesieniem się do tego, co było.
– Czyli teraźniejszość nie jest Ci potrzebna do tworzenia?
– Przecież żyję tu i teraz. W takim a nie innym czasie i miejscu. To wszystko ma ogromne znaczenie. Nie
myślę o tym czy chcę być współczesna. Chcę być prawdziwa. Prawda jest dla mnie najważniejsza.
– Więc gdzie jest ten czas teraźniejszy, o którym mówisz?
– Odnoszę się do niego w pewnym sensie. Poprzez malarstwo chcę dotknąć prawdy i pewnych spraw uniwersalnych,
tak samo ważnych kiedyś i teraz.
– Dzięki kolażom przełamałaś też lęk przed płaszczyzną, wprowadzasz formy geometryczne, zdyscyplinowane,
które pomagają Ci zróżnicować materię obrazu. Zestawiasz w ten sposób organiczność przyrody
z geometrią.
– To dialog ducha i umysłu. Również połączenie tego co płaskie i przestrzenne. Zawieszenie między zapowiedzią
tego, co będzie a tym, co już jest.
Z Edytą Sobieraj rozmawiała Monika Branicka, Art & Business
|
|
|
|
A story about unnecessary things
|
|
– The starting point for the cycle ... are collages, which you did not make before. So why? If we compare them
with your previous works – it is quite an unexpected turn.
– The reason is very trivial. I was traveling abroad and I had not any possibility of painting on canvas. At the
beginning the collages overwhelmed me, as I do not like to be restricted by the size. For me it is easier to paint
large canvases, small ones tire me. I treated them as sketches, but then it turned out that they functioned
well as autonomous works. Finally, they started to appeal more to me. They are the starting point for pictures.
Sometimes one can discern their echo, sometimes not. It is a totally different technique and means, and it is
difficult to translate literally one language into the other. It is not easy to represent in oil such a surface – plane
that is characteristic of paper, it is difficult to transpose a composition from a small sheet to a large scale canvas.
– Ambiguity intrigues in yours paintings. One cannot discern any scale, the represented objects cannot be
easily identified. It is not known whether it is a table with some small jars or a wall and some large objects
depicted against it. There is always some mystery. What are these objects?
– Usually I paint things thrown out. It is a story about unnecessary things. Some artists are fascinated by
landscapes, I am fascinated by rubbish bins. More so, as – in a way– it is a story about the man. In the rubbish
bin live objects, which accompanied the man, which had been his history.
– You bring them to your studio so that they could serve as models?
– I have some, but not too many as I have changed the studio recently. I take photos too, as for instance during
my stay in Greece. On Crete there were many dumps, it is a rather slovenly country. In an old dilapidated wall I
see a lot of colours, space, history. Some rusty pipe destroyed and full of holes could also be an inspiration.
– What is the moral of this story about unwanted things?
– It is a story about loneliness. Each painter is lonely in some way.
– Should a painter be lonely?
– I think so. In the creative process.
– Is solitude inspiring?
– Yes. For me it is the basic condition for creation. I close myself in my own world, and only in such conditions I
can say something about myself. This isolation does not mean the lack of opening toward that what is outside.
Experiencing the reality is important, and its transposition into one’s own painterly language.
– Do you think that artist’s personality is of interest to anybody? Is modern art a kind of diary and serves as a
means of talking about oneself/ Could the viewer be interested in your solitude?
– Everybody finds something for himself. My solitude is anybodies solitude. Perhaps someone will find in my
story a part of his or her life. In fact, we are all lonely.
– However, sometimes you paint a human being, someone’s presence appears.
– Yes, but painting a man one can also paint his solitude, his loneliness. It does not depend on the subject but
on the form and depiction.
– So you are an example of a romantic artist.
– It is a story about melancholy, sadness, passing. Somewhere the time is represented, some doors ajar behind
which there is some mystery, our future. Passing.... in between existence and non - existence in things, which
appear but are not completely.
– You have a painterly temperament; it is not easy to stop you. You are not able to stop painting a picture, you
repaint them continuously.
– Painting is a process, I cannot assume some restrictions at the beginning. Sometimes I do not know what
awaits me at the end. This process has to mature slowly in me, it makes no sense to change a priori because of
some assumptions taken at the very beginning.
– But starting to work you should know what you want to achieve. You cannot work without any plan, waiting
for what the chance will bring.
– A painting undergoes changes during its execution. It is not a result of inconsistency. I struggle with matter,
form and colour. I have some prior assumptions and I want to realize them, but it is a process, which develops
in time. Matter grows and light appears. And a question: should I be faithful to my prior assumptions, thoughts
or can I succumb and accept that something, which has surprised, astonished me. This acceptance is not
accidental, it is a result of a conscious decision. But the process itself is most important. The way of achieving
the painting.
– So do you enjoy painting?
– Sometimes I enjoy, sometimes it makes me ill. More often it makes me ill than not. While painting I show
that what is in me. Sometimes we hide in ourselves things, which are not pleasant. For me the creation is not
a lighthearted matter. The more conscious you are the more difficult it is. Sometimes the process of achieving
the painting can be edifying, but not always the result itself. In spite of striving to achieve it. The process itself
can provide a feeling of fulfillment, in spite of sufferings, which accompany it. Painting, it is a choice, a selection
that is done by means of our personality, inner life. In these choices the individuality and uniqueness of the
artist expresses itself.
– Your paintings have a very restricted gamut of colours. Is it intentional?
– Even in this restricted gamut I try to find wealth and sophistication. Perhaps to contradict our garish and
noisy reality. Advertisements, colourful life and consumption. It is my escape, melting with things, which are
seemingly unattractive like old steel sheets, jugs, etc.
– In your recent paintings one can discern some change. Collage, in which some colours are quotations from
some other reality, has opened doors to colour, e.g. red.
– Perhaps, but that which unites them all is the light, light among objects and in interiors. It constructs the
canvas dematerializing the objects and in some way the whole space. For me, the light is most important.
It is the source of hope, life. It gives a new life to these discarded objects, found in rubbish, gets them out of
hopelessness and abandonment. It is a story about junk, but foremost about transformation and becoming. It
is a story about time.
– This rubbish depicts the past?
– Yes, in things, which we find somewhere, the time enchanted, some history of a man or woman.
– Should a modern artist escape into the past? And what about the contemporary times?
– The contemporary artist should have an awareness of the past. We cannot live cut off from the past. We are
the product of the past. Through the prism of the past we look at the present. A negation or rejection is also a
reference to that was.
– So the present is not necessary for creation?
– But I live here and now. In that and not another time and place. All this is of great importance. I do not think
about being modern. I want to be true. For me the truth is most important.
– So where is the present about which you have been talking?
– I relate to it in some sense. Through the painting I want to touch truth and some universal things, which were
as important then as they are today.
– Collages helped you overcome the fear of the plane, you have introduced geometrical forms, ordered ones,
which permit you to differentiate the painterly matter. In this way you juxtapose organic nature with geometry.
– It is a dialogue of the spirit and mind. A union of that what is flat and spatial. In between that will be and that is.
Monika Branicka talked to Edyta Sobieraj, Art & Business
|
|
|
|
„Kolaż nr 10”, 2004
tech. mieszana, papier, w.: 33 x 45 cm / kat. 33
|
|
„Pracownia I”, 2004
olej na płótnie, w.: 150 x 190 cm / kat. 1
|
|
„Pracownia II”, 2004/05
olej na płótnie, w.: 150 x 180 cm / kat. 2
|
|
„Obiekty”, 2005
olej na płótnie, w.: 130 x 180 cm / kat. 3
|
|
„Martwa natura”, 2005
olej na płótnie, w.: 60 x 80 cm / kat. 4
|
|
„Martwa natura”, 2004
olej na płótnie, w.: 150 x 200 cm / kat. 5
|
|
„Przedmiot”, 2005
olej na płótnie, w.: 24 x 33 cm / kat. 6
|
|
„Przedmiot”, 2005
olej na płótnie, w.: 25 x 30 cm / kat. 7
|
|
„Przedmiot”, 2005
olej na płótnie, w.: 30 x 35 cm / kat. 8
|
|
„Przedmiot”, 2005
olej na płótnie, w.: 24 x 33 cm / kat. 9
|
|
„Przedmiot”, 2005
olej na płótnie, w.: 25 x 30 cm / kat. 10
|
|
„Przedmiot”, 2005
olej na płótnie, w.: 25 x 30 cm / kat. 11
|
|
„Studnia”, 2005
olej na płótnie, w.: 120 x 150 cm / kat. 16
|
|
„Wnętrze”, 2005
olej na płótnie, w.: 120 x 150 cm / kat. 17
|
|
„Tryptyk I”, 2004
kolaż, technika mieszana, olej, papier, w.: 33 x 38 cm / kat. 18
|
|
„Na temat światła”, 2004
olej na płótnie, w.: 180 x 300 cm / kat. 19
|
|
„Martwa natura”, 2005
olej na płótnie, w.: 50 x 100 cm / kat. 20
|
|
„Wnętrze”, 2004
olej na płótnie, w.: 150 x 190 cm / kat. 22
|
|
„Martwa natura”, 2005
olej na płótnie, w.: 40 x 80 cm / kat. 21
|
|
„Przedmioty”, 2004/05
olej na płótnie, w.: 140 x 180 cm / kat. 23
|
|
„Kolaż nr 9”, 2004
tech. mieszana, papier, w.: 23,8 x 33 cm / kat. 32
|
|
„Kolaż nr 1”, 2004
tech. mieszana, papier, w.: 23,8 x 36 cm / kat. 24
|
|
„Kolaż nr 2”, 2004
tech. mieszana, papier, w.: 23,8 x 33 cm / kat. 25
|
|
„Kolaż nr 3”, 2004
tech. mieszana, karton, w.: 23,8 x 33 cm / kat. 26
|
|
„Kolaż nr 4”, 2004
tech. mieszana, karton, w.: 23,8 x 33 cm / kat. 27
|
|
„Kolaż nr 7”, 2004
tech. mieszana, karton, w.: 23,8 x 33 cm / kat. 30
|
|
Urodzona w Warszawie. W latach 1990-1995 studia na Wydziale Malarstwa ASP w Krakowie. W 1995 otrzymała dyplom z wyróżnieniem
w pracowni prof. Jana Szancenbacha. W 1998 stypendystka Ministerstwa Kultury i Sztuki. Asystentka na Wydziale Malarstwa ASP w
Krakowie w prac. prof. Adama Brinckena.
In the years 1990-95 she studied at the Painting Faculty of the Kraków Academy of Fine Arts. Graduated summa cum laude from the
workshop of Prof. Jan Szancenbach. She is an assistant at the Painting Faculty of the Kraków Academy of Fine Arts at the workshop of
Prof. Adam Brincken.
|
|
|
|
|
|
|
Ilość:
|
0 szt. |
|
Wartość:
0,00 zł. |
 |
|